*W stołówce*
Natan POV
-Ooo tu jesteście !-krzyczy Miłosz-Siema Natan-mówi z uśmiechem ale też ze zdziwieniem
-Siema-odpowiadam z uśmiechem
-Jak tam Milena ?-od razu patrzy na Milenę. Zerkam na Angele.
-Chyba masz rację-mówię z łobuzerskim uśmiechem.
-No widzisz, znam ich aż za dobrze-odpowiada z tym swoim słodkim uśmiechem.
-O kim mówicie ?-pyta Milena
-O Nikim-mówimy równocześnie. Na co Angela się rumieni, jeju jak ona się słodko rumieni
-Wy chyba macie to w krwi-mówi z pełnymi ustami Kacper, wszyscy zaczeli się śmiac.
-To jak widzimy się na torze ?-pyta nagle Miłosz
-Ej, chyba nie mówicie że idziecie na tor be ze mnie ?-pyta obrażona Angela
-Przecież pytałem się Ciebie przed salą byliśmy w tedy w czwórkę. Ja, Ty, Milena i Nat... A no i wszystko jasne-mówi ostatnie zdanie jakby do siebie. Angela od razu się zaczerwieniła.
-No tak zapomniałam-tłumaczy się szybko Angela
-Chyba raczej mnie nie słuchałaś. I chyba znam powód...-mówi Miłosz, patrząc na mnie.
-O kurczę, zapomniałem oddac książkę-mówię nagle żeby wykręcic się od tego wywiercającego mi w głowie wzroku Miłosza.-Aha i tak widzimy się na torze-odpowiadam wstając
-A ja miałam wyporzyczyc książkę, pójdę z tobą-mówi nagle Angela i wstając zahacza o krzesło. Odruchowo ją łapie i od razu widzę te śliczne oczy. Uśmiecham się.
-Nic Ci nie jest ?-pytam zatroskany
-Nie.. Chyba-mówi na co ja śmieję się.
-To jesteś cała ?-pytam już poważnie
-Tak-mówi szybko i już ruszyła, gdy nagle potknęła się o jakieś krzesło. Wszyscy z naszego stolika za czeli się śmiec, spiorunowałem ich wzrokiem na co od razu się uciszyli
-Wiesz co, daj mi rękę-szepczę jej do ucha, przybliżając się do Niej
-Ale...
-Żadnego ale, daj mi tą rękę-mówię stanowczym tonem.
-Ej, Natan tylko żeby moja siostra doszła do tej biblioteki cała, bo przy Tobie chyba zapomina jak się chodzi-nabija się Miłosz. Widzę że Milena dała mu kuksańca w bok-Ała przecież żartuje, albo mówię prawdę
-Zamknij się pało !-mówię gdy widzę jak Angela szybko odchodzi-Angela, zaczekaj !-Ale ona szybko chodzi.
-Angela, poczekaj-łapie ją za łokiec dopiero na korytarzu. Cud że w ogóle ją dogoniłem !
-Co ?-widzę że ma łzy w oczach
-Nie zwracaj na Niego uwagi-dopiero gdy to powiedziałem zorientowałem się jak to głupio brzmi-Nie o to mi chodzi... O to żebyś Na to nie zwracała uwagi.
-Czemu ja mam takiego brata ?!-krzyczy- Gdy już prawie przestajemy się kłucic, on jak zwykle wszystko psuje-mówi już cicho, łzy powoli leciały jej z oczu. Otarłem je kciukiem i przytuliłem ją do siebie, wydawała się taka mała, bezbronna. Nie chciałem jej już wypuszczac z objęc. Chciałem ją pocałowac ale nie od warzyłem się.
Macie taki sobie rozdział, mi wydaje się nie za ciekawy ;c Przeprasza że wczoraj nie dodałam ale po prostu nie miałam czasu. Obiecuję że jutro dodam dłuższy, dziś padam z nóg. Miłego czytania i kolorowych snów ;>
Jest świetny :)
OdpowiedzUsuńJest dobrze <3
OdpowiedzUsuń